Izolacja niepełnosprawnych dzieci od środowiska rówieśników to błąd

Pomyślałem sobie, że przy okazji rozpoczętego wczoraj nowego roku szkolnego warto byłoby napisać artykuł z pogranicza psychologii niepełnosprawnego dziecka w młodym wieku, opierając się na własnym przykładzie. Wpis ten kieruję szczególnie do rodziców dzieci niepełnosprawnych, którzy zastanawiają się, czy warto wysłać je do szkoły, czy załatwić mu nauczanie indywidualne w domu.

Moje dzieciństwo

Trzeba zacząć od tego, że w czasach, kiedy zaczynałem swoją edukację, czyli pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, a więc jeszcze za PRL-u, nikomu się nie śniło o takich rozwiązaniach jak szkoły czy klasy integracyjne, nie mówiąc już o przystosowaniu architektonicznym placówek naukowych do potrzeb dzieci niepełnosprawnych. Jednak mimo wszystko, lekarze z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, pod którego opieką znajdowałem się aż do osiągnięcia pełnoletności, zdecydowali, że mój stan zdrowia pozwala, pod pewnymi warunkami, podjąć naukę w normalnej szkole zamiast starania się o nauczanie indywidualne.

Tak oto w 1978 roku rozpocząłem naukę w szkole podstawowej wśród zdrowych rówieśników (do żłobka i przedszkola nie chodziłem). Jednak, jak to w szkole, na lekcjach raczej trudno nawiązywać nowe znajomości, natomiast przerwy spędzałem przeważnie sam, zamknięty w klasie. Robiono to “dla mojego dobra”, w obawie, żeby nic mi się nie stało, gdy jakiś dzieciak przypadkiem wpadłby na mnie w czasie biegu (powszechnie wiadomo przecież jak wyglądają przerwy na szkolnych korytarzach, szczególnie szkół podstawowych). I tak, mimo, że chodziłem do szkoły, moja integracja ze środowiskiem rówieśników była mocno ograniczona.

Sytuację pogłębiał również fakt, że nie chodziłem z klasą ani tym bardziej nie jeździłem z dziećmi na żadne wycieczki szkolne. Udział w zabawach i dyskotekach szkolnych ograniczał się tylko do bycia na nich i obserwowania z boku jak bawią się inni.

Z drugiej strony trzeba też zrozumieć nauczycieli i wychowawców, którzy musieli swoją uwagę dzielić po równo na wszystkie dzieci. Z tego co pamiętam byłem jedynym dzieckiem niepełnosprawnym w całej szkole. Nie mniej jednak, takie a nie inne postępowanie odbiło się na mojej psychice w dalszym życiu.

W liceum nie wiele się zmieniło, a 8 lat praktycznej izolacji od środowiska rówieśników już zrobiło swoje. Stałem się zamknięty w sobie, nieufny, mający bardzo niską samoocenę, bardzo ciężko nawiązywać mi było nowe znajomości. Słabości te staram się przezwyciężać do tej pory.

Doświadczenia z lat dzieciństwa mają oczywiście swoje odzwierciedlenie w życiu dorosłym. O ile fakt ukończenia szkół pozwolił mi na podjęcie pracy zawodowej poza domem na etacie, to jako prawie 40-letni mężczyzna nie mam praktycznie żadnych znajomych poza pracą. O założeniu rodziny w moim przypadku raczej mowy być nie może, ale brak kogoś z kim można czasem spędzić wolny czas poza domem często mi doskwiera. Cenię oczywiście wszystkich znajomych, z którymi mam kontakt w Internecie, ale każdy przyzna mi rację, że to nie to samo, co “real”.

Podsumowanie

Napisałem ten artykuł nie po to, żeby wzbudzić litość wobec swojej osoby, ale po to, aby uzmysłowić rodzicom dzieci niepełnosprawnych, jak ważny jest ich kontakt z rówieśnikami. Dlatego, jeśli tylko to możliwe, trzeba im go zapewnić w jak najszerszym zakresie, aby później, w dorosłym życiu nie czuły się niedoceniane i inne od reszty społeczeństwa.

11 thoughts on “Konsekwencje izolowania niepełnosprawnego dziecka od rówieśników

    1. Powiem że sama jestem jestem niepełnosprawna od 3 roku życia noszę aparat słuchowy mam męża też ale niepełnosprawnego ruchowo chodzi kuśtykając. Powiem że posiadamy jedno dziecko i na tym poprzestajemy bno nie mamy warunków żeby mieć swój “kąt” mamy oboje rentę . W sumie potrzebujemy wsparcia od otoczenia i akceptacji . muszę wam powiedzieć że nie mam łatwego życia.

  1. Często tak jest że rodzice obawiając się reakcji otoczenia, jak piszesz izolują dziecko, chcąc mu zapewnić spokój ducha. To błąd! Jak takie dziecko ma sobie poradzić w przyszłości? Świetny art.. oby więcej takich Piotrek : )

  2. Wiadomo, że nie każde dziecko ze względu na rodzaj niepełnosprawności kwalifikuje się do nauczania otwartego, ale jeśli tylko można to trzeba dzieci wysyłać do szkół. W obecnych czasach myślę, że integracyjne wycieczki klasowe wchodzą w grę. Kiedyś tego nie było, bo zainteresowanie było mniejsze. Na osiedlu, na którym mieszkałem właściwie nie widziałem na podwórku żadnej niepełnosprawnej osoby (tzn. takiej chodzącej o kulach czy jeżdżącej na wózku), dopiero z czasem zaczęły się pojawiać.

  3. czasami niestety ludzie mają zbieżne zdania okazuje się iż Ci co mają zdrowe dzieci zaraz wyobrażają sobie iż niepełnosprawność przeniesie się na ich dziecko ;-)

  4. Uważam,że rodzice często nie rozumieją jak ważna jest pomoc dla dziecka niepełnosprawnego w sferze psychicznej,dodania mu sił ,aby poczucie jego wartości było duże.Tak bardzo się skupiają na pomocy fizycznej,rehabilitacji ,a o tym nie myślą.Opinia ta oparta jest na moim doświadczeniu.Bylam takim dzieckiem i było mi ciężko (rozszczep kręgosłupa)Teraz jestem dorosłą osobą,która odniosła sukces w zasadzie w każdej sferze życia,ale o ile byłoby mi lżej,gdyby rodzice bardziej zadbali o moją psychikę.

  5. sylwia mama z forum dzieci.org.pl

    wiesz czytając twój tekst pomyślałam,że wcale nie trzeba zamykanym w klasie by dzieci odgradzały się od ciebie lub się z Ciebie smiały. Ja mam dziecięce porażenie mózgowe a teraz jestem mamą autystycznego syna i niestety moje doświadczenia z początku lat 80 tych gdy mama zdecydowała,że skoro jestem pełnosprawna intelektualnie to mogę chodzić do zwykłej szkoły – są smutne. Tez z widoczną niepełnosprawnością byłam jedyna taką osoba w mojej szkole w Łodzi, też dzieci reagowały wysmiewaniem się ze mnie mimo,że uczestniczyłam we wszystkich zajęciach, nawet w-f jak mogłam. Ale i tak pierwsza szkoła i 1 klasa to było wieczne chodzenie do pani i mówienie,że sie smieją aPani mnie okreslała jako skarżyptyę. Zmiana na inną szkołe niby poprawiła sytuację ale już starsza nic nie mówiąc matce był taki moment,że zmieniłam droge chodzenia do szkoły bo jakiś dzieciak gdy tylko mnie zobaczył idąca po ulicy zaczynał się ze mnie wysmiewać. Wiem dlatego,że nie tylko ważna jest integracja bo do kalsy integracyjnej w szkole ze zdrowymi dziećmi ( nie specjalnej ) chodzi mój syn ale też pokazywanie dzieciom słowami, zabawami z dzieckiem trochę innym itp ,że ono tylko jest chore na jakąs chorobę ale czuje.,myśli, widzi. Inaczej niestety zaczynają widzieć to dzieci starsze 7-8 letnie widząc swoich rodziców i obesrwując świat a inaczej dzieci 5- 6 letnie bo mój syn miał to szczęscie,że chodził do zwykłego przedszkola ze zdrowymi dziećmi i ich reakcje jeszcze były lepsze od reakcji dzieci szkolnych. W jakimś momencie szkolne uczą się od dorosłych wartościowania i oceniania i to wychodzi w relacji z dzieckiem autystycznym, bo on inaczej się bawi czy ma jakąś reakcję nadmierną np. płacz, " czy ja tego nie zrobię" itp. Pozdrawiam

    Sylwia Kowalska

Komentarze zostały wyłączone.