
Nie mogąc doczekać się dogłębnego testu tej lustrzanki na naszym rodzimym, popularnym magazynie internetowym o fotografii – fotopolis.pl, poszukałem takiego tekstu na zagranicznych serwisach i ponownie nie zawiodłem się na bardzo popularnym dpreview.com. Artykuł jak zwykle jest bardzo obszerny – ja wspomnę tylko o tym co można przeczytać w podsumowaniu.
Ogólnie aparat został oceniony bardzo wysoko, ponieważ końcowy werdykt brzmi – Bardzo Polecany. W skali 10-stopniowej dostał następujące oceny:
- jakość wykonania – 8
- ergonomia – 8
- funkcjonalność – 8
- jakość zdjęć – 9
- osiągi (szybkość działania) – 8
- wartość (cena/jakość) – 8,5

Canon EOS 1000D
Do największych zalet lustrzanki zaliczono między innymi:
- doskonałą jakość obrazu nawet w trybie automatycznym
- dobrą rozpiętość tonalną
- niskie szumy cyfrowe matrycy nawet przy wysokich wartościach ISO
- opcja redukcji szumów nie usuwa zbyt wielu szczegółów
- długą wytrzymałość akumulatora
- wartość ISO wyświetlaną w wizjerze optycznym
- dużą ilość funkcji obsługiwanych przez przyciski na obudowie aparatu bez potrzeby zagłębiania się w opcje menu
- znakomite ustawianie ostrości w trybie Live View
- programowalne Moje Menu (My Menu), które powoduje, że interfejs użytkownika jest szybki i przyjazny w obsłudze
Jak na konstrukcję przeznaczoną dla użytkowników, którzy chcą zacząć zabawę w fotografowanie z lustrzanką i przesiadają się z kompaktów, aparat ma wiele ograniczeń. Najważniejsze z nich to między innymi:
- słaby tryb zdjęć seryjnych (mała ilość klatek na sekundę i ilość zdjęć w serii)
- przeciętne działanie automatycznego balansu bieli szczególnie przy świetle jarzeniowym
- mały wizjer optyczny
- ograniczona rozpiętość ustawienia kompensacji ekspozycji (+/- 2.0 EV)
- kadrowanie przy pomocy opcji Live View ograniczone tylko do specyficznych zastosowań, najlepiej wtedy, gdy aparat zamocujemy na statywie
- przeciętne działanie aparatu w warunkach wysokiego kontrastu – zdjęcia potrafią być “przepalone” w najjaśniejszych miejscach kadru
- zdjęcia w formacie JPG są zbyt mocno obrobione przez procesor obrazu, lepszym rozwiązaniem wydaje się być w związku z tym fotografowanie w trybie RAW i edycja obrazu na komputerze wg własnego gustu
- lampa wspomagająca auto fokus w warunkach ograniczonej ilości światła wymaga podniesionego flesza
- nieprzewidywalne działanie automatycznego wyboru punktu ostrości, lepiej i bezpieczniej używać jest tylko punktu centralnego
- mały grip (uchwyt na dłoń) i nietypowe miejsce dla przycisku kompensacji ekspozycji
- brak możliwości sterowania aparatem na podczerwień
Jak widać trochę tych wad się zebrało ale myślę, że dla początkujących amatorów, którzy chcieliby nauczyć się czegoś więcej niż pstrykania w trybie auto, taka “zabawka” jest w sam raz.
Jeśli znacie angielski, zapraszam do lektury oryginalnego tekstu popartego zdjęciami próbnymi.
Moja siostra ma podobny sprzęt – godny polecenia!