Feedback, startup, usability, czyli co mnie drażni w polskim Internecie

Opublikowano: 17 grudnia 2009, Kategoria: Internet, Komentarzy 30

Słownik języka polskiego

Pamiętacie taką akcję Bykom Stop? Miała ona na celu zwrócenie uwagi autorom blogów i serwisów internetowych na poprawne stosowanie w tekstach polskiej ortografii, gramatyki i interpunkcji. Podpisuję się pod nią obiema rękoma i nogami. Czas chyba najwyższy aby uruchomić podobną inicjatywę, która apelowałaby o nie nadużywanie angielskich słów w publikowanych artykułach w Internecie.

Co mnie drażni?

Nie wiem, czy tylko ja tak mam, że bardzo drażnią mnie stosowane bardzo często przez ludzi piszących blogi związane z Internetem zwroty zaczerpnięte z języka angielskiego. Można byłoby to jeszcze przeboleć, gdyby nie było dla nich odpowiedników w języku polskim, ale są!

Impulsem do napisania tego artykułu był dzisiejszy wpis Pawła Lipca o wydaniu wstępnej wersji najnowszego systemu blogowego WodPress 2.9. Użył on w nim dwóch zwrotów, które z powodzeniem można przetłumaczyć na język polski: dev team to nic innego jak producenci, czy bardziej ogólnie autorzy i trash status, co w naszym języku oznacza po prostu kosz.

To jeszcze nic, w porównaniu z nagminnie używanymi zwrotami, takimi jak: oczekuję na wasz feedback zamiast czekam na waszą reakcję, informację tę dostałem via BLIP zamiast informację tę otrzymałem na BLIP-ie lub przez BLIP-a, usability tej strony mogłoby być lepsze zamiast użyteczność tej strony mogłaby być lepsza. Nie mówiąc już o hicie jakim jest startup, słowo oznaczające nowy serwis internetowy.

Pewnie odezwą się zaraz głosy, że marudzę i, że cytowane przeze mnie przykłady pochodzą z blogów branżowych związanych z Internetem i ludzie je czytający wiedzą o co chodzi. Owszem, zgadzam się z tym w zupełności. W każdej dziedzinie istnieje specyficzne dla niej słownictwo, ale Internet jest dobrem wspólnym, do którego dostęp mogą mieć wszyscy i należy ich uszanować, pisać tak, żeby nie znając obcego języka, wiedzieli o czym mówimy.

Jest jeszcze inne, ciekawe zjawisko językowe, o którym bardzo interesujący artykuł napisała Gathi, czyli o tworach językowych na serwisie BLIP. Polecam przeczytać ten artykuł jak i cały blog. Na BLIP-ie sprawa z dziwolągami słowotwórczymi wygląda nieco inaczej, ponieważ wymaga tego rozwiązanie technologiczne serwisu związane z ułatwieniem wyszukiwania interesujących nas treści.

Podsumowanie

Język polski nie był moją domeną w szkole podstawowej ani w liceum, nie jestem więc specjalistą w tej dziedzinie. Jestem jednak Polakiem i chciałbym czytać w polskiej sieci polskie teksty. Nie chcę tu nikogo obrażać ani krytykować, apeluję jedynie o rozsądek i zwracanie uwagi na to co i jak się pisze.

Czy wy też macie już dość feedbacków i startupów? ;)

VN:F [1.9.3_1094]
Ocena: 5.0/5 (liczba ocen: 1)
Feedback, startup, usability, czyli co mnie drażni w polskim Internecie, 5.0 out of 5 based on 1 rating

This website uses IntenseDebate comments, but they are not currently loaded because either your browser doesn't support JavaScript, or they didn't load fast enough.

  1. [...] chwilą Feedback, startup, usability, czyli co mnie drażni w polskim Internecie | Piotr Sajnog piotrsajnog.pl/…ility-czyli-co-mnie-drazn… Pokaż reakcje /* */ inne strony z tej witryny + obserwuj co [...]

  2. Pawel Lipiec pisze:

    Piotrze, ja się z Wami (Tobą i Ghati) w części zgadzam. Jednak pamiętam też , że już w szkole średniej uczono mnie o tym ile to z dzisiaj popularnych "polskich" słów weszło nam do użycia z powodu wycieczek szlachty do Francji czy Anglii. Język polski jest pełen zapożyczeń i adaptacji wyrazów obcojęzycznych. Niewykluczone, że i te wejdą do użycia. Jeszcze niedawno forma "mi" zamiast "mnie" tez była nie poprawna – o ile mnie pamięć nie myli (mogłem napisać AFAIR ;p) – ale zebrali się mędrcy i znawcy jęz. polskiego i stwierdzili, że weszło do języka potocznego więc można taką formę akceptować.

    Dla mnie potoczny język jest więcej wart niż ten literacki ponieważ traktuję go jako narzędzie. Co nie zmienia faktu, że lubię staropolszczyznę – jest przepiękna – ale kto tak dzisiaj mówi?

  3. Ghati pisze:

    @Paweł po pierwsze primo mi i mnie jakby nie patrzyć – oba polskie więc przykład raczej chybiony. Rada Języka Polskiego owszem akceptuje niektóre potoczne formy, które z czasem wchodzą do języka. Jednak nie licz na to, ze kiedykolwiek usability, startup czy via zostaną uznane jako wyrazu POLSKIE!!! Nie zostaną, a ponieważ mają polskie odnośniki, o których można przeczytać w ww. tekście nie widzę powodu do ich używania na co dzień.
    Z resztą, nie jedną już rozmowę na ten temat odbyliśmy. ;)
    Jedno jest pewne – tzw. "branża" bardzo się boi zaakceptować polskie słownictwo. Pozostaje pytanie dlaczego? Bo to niby wieś i siara? Może dla tych, którzy się wstydzą, że są Polakami. Ja się nie wstydzę, dlatego walczę o swój język wszędzie gdzie mogę. Szczególnie w internecie.

    • Piotr Sajnog pisze:

      Jak słusznie zauważyłaś w tym artykule zwracam uwagę na obcojęzyczne wtrącenia, które pojawiają się w publikacjach internetowych.

      Ortografia i gramatyka to zupełnie inny, równie ciekawy temat. Wszystkie serwisy uczące jak rozwijać swoje blogi i inne witryny, również WebFan.pl ;) zwracają uwagę na to, aby publikowane treści były wolne od błędów. Tym czasem zdarza się, że brak korekty tekstu staje się atutem bloga. Mam na myśli oczywiście AntyWeb. Mimo tego, że Grzegorz popełnia koszmarne błędy ortograficzne (nawet w tytułach wpisów!) to i tak jest jednym z Guru polskiej sieci jeśli chodzi o ilość czytelników bloga. Ja również do nich należę, ale czasami na prawdę zaciskam zęby jak czytam kolejny jego artykuł.

    • Banny pisze:

      Ja się zgadzam z Ghati i Piotrem – po to mamy język polski, by go używać – jeśli nie ma odpowiedników w naszym ojczystym języku jesteśmy zmuszeni do używania obcych słów, ale może po prostu starajmy się tworzyć SWÓJ polski internet… :)

      Mnie bardzo denerwują (to już poza blogami) nazwy stanowisk, na które może rekrutować osoba poszukująca pracy… Czasem po prostu nie mam pojęcia, o co chodziło pracodawcy.

      A czekaj Filolożkę też zaproszę do tej dyskusji… :)

    • Pawel Lipiec pisze:

      @Ghati fakt, tzw. branża fktycznie boi się języka polskiego – wystarczy posłuchać rozmowy w gronie dziennikarzy. Gwarantuję, że normalny człowiek nie zrozumie z tej "polszczyzny" min. 70%.

  4. Piotr Sajnog pisze:

    Zapomniałem napisać w artykule to napiszę tutaj.

    Czy wiecie, że programy internetowe wyposażone są w "ficzery" a nie "opcje" ;)

    • malachm pisze:

      Myślę, iż to jest związane z marketingiem internetowym. Taka fraza jak "WordPress theme" są bardziej popularne i częściej wpisywane w wyszukiwarkę niż "szablony WordPress". A co do włączania słów obcojęzycznych, to myślę, że w polskim internecie powinno pisać się w języku ojczystym, gdyż większość czytelników może nie rozumieć słów wplecionych. Ale z drugiej strony trzeba uczyć się języków obcych i gdy zobaczymy jakiś nieznany nam wyraz, szybko go tłumaczymy i zapamiętujemy.

  5. Magda pisze:

    Przyznam, że mimo iż staram się promować w sieci język polski, uważam, że jest to walka z wiatrakami. Język angielski jest bardzo mocno zakorzeniony w słownikach Polaków, tym bardziej w internecie :)

    • Piotr Sajnog pisze:

      Obawiam się, że masz racje i dalej większość ludzi piszących w sieci dalej będzie wtrącać obce słownictwo, ale jeśli chociaż jedna osoba zastanowi się nad tym co napisałem w tym artykule to uważam, że było warto :)

  6. [...] 5. Moda na język angielski, mimo polskich odpowiedników, o czym pisał Piotr Sajnog. [...]

  7. Na swoim blogu, pomimo jego tematyki, staram się stosować wyłącznie język polski, szukając odpowiedników dla każdego angielskiego terminu. Nie zawsze się to udaje, w końcu nie wszystkie pojęcia mają swoje odpowiedniki w naszym ojczystym języku, ale moim zdaniem jeśli da się coś napisać po polsku, to powinno się właśnie tak uczynić.

    Dobrze, że są ludzie, którzy widzą problem, popieram treść tego posta w stu procentach. Język polski FTW! ;]

  8. Pawel Lipiec pisze:

    Można walczyć z językiem angielskim w IT oraz łaciną w medycynie, ale to nic nie da. Niestety ale rozwój branży IT napędzają U.S.A, Azja i Europa zachodnia a nie Polska. Tytułem czego wszystkie nazwy najpierw rodzą się w j. angielskim i przyzwyczajamy się do nich korespondując z kolegami z zachodu. Powiem to jeszcze raz: język jest narzędziem! I nie robi mi większej różnicy w jakim języku się z ludźmi dogaduję – jeśli łatwiej jest to zrobić wtrącając słówka amerykańskie tak właśnie zamierzam to robić. Bo nie widzę sensu w usilnym tłumaczeniu każdego zwrotu, zwłaszcza, że nie da się tego zrobić tak aby oddawało znaczenie pierwowzoru.

    Content to nie jest treść, bo rzadko który polska pod hasłem treść będzie rozumiał tekst, grafiki, materiały foto, wideo…
    btw. "ficzer" to nie opcja a raczej "funkcjonalność" itd. itd.

    Ale podziwiam wasze zacietrzewienie i chęć naprawiania świata tam gdzie on tego naprawiania nie potrzebuje :P

    • Zgadzam się ze stwierdzeniem, że cały rozwój technologii IT odbywa się niejako w "języku angielskim", ale czy to znaczy, że powinniśmy ślepo podążać za tym "standardem"? Nie mówię tu o tłumaczeniu wszystkiego na siłę – mam na myśli jedynie te zwroty, które da się bez utraty znaczenia i ogólnego "polotu" przenieść na nasz ojczysty język, tych powinniśmy używać.

      To nie jest niepotrzebne naprawianie świata, tam, gdzie działa on dobrze – bo nie działa. Nie po to nasi przodkowie walczyli z rusyfikacją i germanizacją, żebyśmy teraz mieli dobrowolnie ulec powszechnemu "zangielszczeniu", tylko ze względu na lenistwo piszących. Tu nie chodzi wcale o to, żeby w ogóle nie stosować tego typu form – czasem wygodniej jest powiedzieć do osoby obeznanej w temacie coś w stylu: "daj mi taila -f z logów apacza dla tego serwera z ficzerami", ale to jest tylko chwilowa potrzeba ludzi, którzy rozumieją zastosowanie każdego ze słów. Na naszych blogach jesteśmy jednak osobami "publicznymi", w związku z czym obierając język polski jako ten, w którym go prowadzimy, starajmy się nie zamieniać go co drugie zdanie w jakąś mieszaninę dialektów, tak, aby był zrozumiały dla każdego.

      A jeśli już musimy napisać coś po angielsku, to mam prośbę, by nie spolszczać pisowni, bo jak widzę w tekście po polsku słowa typu "ficzer", "startap", albo inny "juzabiliti", to mam ochotę potraktować autora tępymi grabiami. W odpowiednio sformułowanym kontekście umieszczenie słów zaczerpniętych z obcego języka już tak bardzo nie gryzie w oczy.

  9. Tusia pisze:

    Ciekawe uwagi i sporo w tym prawdy. Chciałam tylko zauważyć jeden drobiazg: via pochodzi od łacińskiego droga, toteż raczej nie wpisuje się w modę na anglicyzmy w sieci.

  10. Tusia pisze:

    Ciekawe uwagi i sporo w tym prawdy. Chciałam tylko zauważyć jeden drobiazg: via pochodzi od łacińskiego droga, toteż raczej nie wpisuje się w modę na anglicyzmy w sieci.

  11. [...] słownictwo tylko dlatego, że “modniej” brzmi, że jest na topie. Choćby taki feedback, startup, czy usability, o których napisał Piotr Sajnóg. Jak strasznie mnie to irytuje wie tylko mój Paweł, który co i [...]

  12. Ochman pisze:

    Podpisuję się hands and legs!

  13. Krzysztof pisze:

    Według mnie nagminne używanie wszędzie słów obcych, niejednokrotnie na dodatek niepoprawnie zapisanych lub zniekształconych, oznacza po prostu niedbalstwo. Jeżeli widzę tekst napisany starannie po polsku, bez literówek i innych błędów, to od razu nabieram poczucia, że autor jest człowiekiem solidnym, godnym zaufania.

    Przy okazji pozdrowienia i życzenia Wesołych Świąt dla Piotra Sajnoga. Trafiłem na ten blog dzisiaj przypadkowo i zdaje się, że będę tu częściej zaglądał, bo wiele rzeczy mnie zaciekawiło.

  14. Całkowicie popieram. Pierwszy raz zwróciłam na to uwagę na konferencji na Spotkaniu Grupy Allegro. Tam w dyskutujący co chwilę używali zapożyczeń. I to naprawdę takich, które z łatwością można przetłumaczyć. No, chyba, że ich portale naprawdę nie mają użytkowników tylko userów.

    Swoją drogą – studiuję na specjalności Elektroniczny biznes, która na mojej uczelni ma przedmioty specjalnościowe wykładane w języku angielskim. Moim promotorem pracy licencjackiej jest Francuz, który poza swoim ojczystym językiem biegle posługuje się angielskim i polskim. I niejednokrotnie zwracał nam uwagę, żebyśmy w pracach nie używali angielskich nazw. Właśnie na przykładzie chłopaka z grupy, który pisze o użyteczności (tak, użyteczności, nie usability)

  15. Artur pisze:

    Ach, wreszcie ktoś odważył się o tym napisać :) Ja naprawdę nie mogę już zdzierżyć tego wszędobylskiego niby-angielskiego w wersji dla intelektualnych impotentów! Przykład sprzed dwóch dni – rozmowa z koleżanką z dużej kancelarii prawnej, świetnie znającej 3 języki obce (+2 na przyzwoitym poziomie):
    Ona: – Wiesz, mój szef robił doktorat w Cape Town. (Coś tam dalej mówi)
    Ja: – (chwila zastanowienia) Zaraz, zaraz. Znaczy się w Kapsztadzie?
    Ona: – Eeee, nie wiem, chyba tak…
    (Chwilę później zmiana tematu) Ona: – Jedziemy na sylwestra do (i podaje jakąś dziwną nazwę).
    Ja: – A gdzie to jest?
    Ona: – W Republice Czeskiej. :)

    Niestety, ludzie są za głupi lub zbyt leniwi (albo jedno i drugie) by korzystać z polskich nazw. Za głupi – bo mają bardzo ograniczony zasób słów, za leniwi – bo wolą wymówić krótszą nazwę, niż dłuższą (przykład: target zamiast grupy docelowej). Do tego dochodzi jeszcze coś, co pewien mój znajomy przewrotnie nazywa hiatusem kulturowym – czyli swoistym brakiem ciągłości kulturowej.

    Ktoś dał za przykład medycynę i jej uzależnienie od łaciny – moim zdaniem, różnica między lekarzem a pracownikiem IT jest taka, że ten pierwszy zazwyczaj zna polski odpowiednik nazwy obcojęzycznej, a drugi nie, nawet jeśli jest ona prosta, znana i używana od dawna.

    Jestem za rozpoczęciem krucjaty przeciw niepotrzebnym angielskim wtrąceniom w szeroko pojętej sferze publicznej :) I choć rozumiem, że język bez zapożyczeń szybko stałby się bardzo ubogi, zapożyczać też trzeba umieć – należy tworzyć słowa, a nie bezmyślnie je kopiować…

    Pozdrawiam,
    Artur

  16. Livio pisze:

    Hej, ale "via" pochodzi z łaciny, a ta się nieco zakręciła w polskim, nie jest to aż takim złem. Nie większym niż oryginalna pisownia wyrazów typu "pointa", co oddaje pochodzenie wyrazu, ale wygląda mało polsko ;) .

    • Piotr Sajnog pisze:

      Co nie zmienia faktu, że "via" też jest wtrąceniem, które ma swój odpowiednik w języku polskim :)

      • Livio pisze:

        Sam nie wiem. Angielskie wtrącenia pseudotechnologiczne (pseudo-, bo mam na myśli te bezsensowne) drażnią a łacina nadaje nieco patosu, "podnosi" trochę tekst, choć to może tylko moje wrażenie.

        Przywykłem do łaciny, lubię łacińskie wstawki (poza ergo, stosowanym nieadekwatnie do jego znaczenia) ;) .

  17. AmbasadorkaInternetu pisze:

    Świetny tekst! Ja ostatnio w pracy nagminnie słyszę "feedback", czego już nie mogę znieść ; ) i co więcej, moi znajomi zapomnieli czym jest obiad, odkąd pojawił się lunch. U mojego szefa, co drugie słowo jest w języku angielskim – naprawdę ciężko jest prowadzić w ten sposób dyskusję…

    Ja należę do osób, które skutecznie przypominają na każdym kroku, że mimo otwartych granic i wszelkich danych nam możliwości – nadal jesteśmy w Polsce!

    • Greg pisze:

      O, jak świetnie się składa. Chętnie zmienię "feedback" na swoich stronach, tylko nie znalazłem odpowiedniego słowa jak dotąd. Może Tutaj uzyskam pomoc? Bo jakoś idiotyczne wydaje mi się używanie słów "sprzeżenie zwrotne", "odzew", czy "reakcja" jest nie na miejscu… A może napisać "zgłoś problem" albo "masz problem?" … tylko że ponad 3/4 przypadków feedbacka to nie problemy…a np. usability ;)
      Czekam na propozycje.

Dodaj komentarz

Uwaga: Na blogu działa wtyczka antyspamowa, więc może się zdarzyć, że komentarz nie pojawi się bezpośrednio po wysłaniu, proszę nie wysyłać go ponownie. Pod postami dyskutujemy tylko o ich stronie merytorycznej. Jeśli zauważycie jakiś błąd na stronie, napiszcie do mnie lub zgłoście ten fakt za pomocą formularza. Avatary pochodzą z serwisu Gravatar. Jeśli chcesz ustosunkować się do konkretnego komentarza, kliknij w link "odpowiedz" znajdujący się na jego końcu. Przed wysłaniem sprawdź ortografię i interpunkcję.